| |
|
Rozmowa z Markiem Kopczyńskim, muzykiem i plastykiem.
- Od kiedy istnieje zespół „KOMA” ?
M. Kopczyński: Właściwie pierwsze przymiarki były już w 1992 r. Grałem
wtedy w duecie z gitarzystą Markiem Kurowskim. Główną ideą było granie
własnych kompozycji, co nie jest łatwe. Trzeba zwrócić uwagę na to, że
słuchacze wolą znane i osłuchane przeboje. Grając hity łatwiej jest się
przebić do ucha. My chcieliśmy prezentować kawałek siebie, własnej wrażliwości.
- Ale w „KOMIE” grało przecież wielu muzyków...
M. K.: Tak. W międzyczasie były różne składy osobowe. Na basie grali Maciek
Radek i Adam Więcek, na gitarze „Ziben”, na wiolonczeli Mariusz
Knade, na klarnecie Asia Kowalik, na „dj embie”
(czyt. dżambie, rodzaj bębna – dop. red.) Bartek Sowa, Jadwiga Milewicz
– wokal. Stały skład, niemal od początku istnienia to: Natalia Kopczyńska
– gra na wszelkich instrumentach klawiszowych, także komponuje i
aranżuje, oraz Jacek Cegiełka grający na instrumentach perkusyjnych i
odpowiadający za nagłośnienie zespołu. I moja osoba.
- Gdzie dotychczas występowaliście?
M. K.: Ze statystyk naszych koncertów wynika, że częściej poza granicami
Białogardu niż w naszym mieście. Lubeka, Teterow, Stade, Sianów, Złocieniec
..... więcej teraz nie pamiętam.
- Prezentowaliście się także w telewizji.
M. K.: Tak, dwukrotnie, i to na żywo co było dodatkowym egzaminem dojrzałości
i odporności na stres. W latach 90-tych popularny był program „Swojskie
klimaty”, prowa dzony
przez Jana Pospieszalskiego. Wysłaliśmy do telewizji kasetę z nagraniami
i szybko dostaliśmy zaproszenie do wzięcia udziału w programie. Poznaliśmy
wtedy wielu ciekawych ludzi, m.in. Joszko Brodę, o którym śpiewała niegdyś
Anna Maria Jopek. Drugi raz dostaliśmy zaproszenie od TVN. Tym razem program
był nagrywany w jednym z warszawskich klubów, i nosił nazwę „Raz.
dwa, trzy”. To był bardzo „śmieszny” program. Nie dziwię
się, że skończyło się na emisji dwóch czy trzech odcinków. Ale dla nas
i tak była to bardzo ciekawa przygoda.
- Jak można określić styl zespołu?
M. K.: Oooo... Z tym będzie bardzo trudno. Zacznijmy od rozszyfrowania
nazwy zespołu. Koma to przecinek, który w matematyce ma swoje stałe miejsce,
koma to także śpiączka, której przeciwwagą jest amok czytany wspak. Ta
wielość znaczeń określa również naszą różnorodność stylistyczną. Staramy
się czerpać z różnych źródeł etnicznych, folkowych, jazzowych.
- Kiedyś podkreślałeś mocno aspekt uniwersalności muzyków. Często mówiłeś
o „muzykach sesyjnych”.
M. K.: I nic się nie zmieniło w tej kwestii. Nagraliśmy wiele materiału
w różnych konwencjach. Jazz piano trio, muzyka gitarowa, kolędy w niekonwencjonalnych
aranżacjach, childrens songs Chicka Corei, muzykę z elementami etnicznymi,
perkusyjną na „dżambach”, poezję śpiewaną, czy wreszcie polskie
piosenki ludowe w nowoczesnych aranżacjach. Przypomnę, że to było w czasie,
kiedy nikomu jeszcze nie śnił się koncert „muzyka świata w Sopocie”,
czy też płyta Grzegorza Ciechowskiego „Piejo kury”. Moda na
Brathanki i Golców przyszła już dużo później. Problem polegał na tym,
że byliśmy zbyt daleko od centrali. Ale n ie
ma czego żałować, dla nas muzyka musi być jednocześnie formą przyjemnej
zabawy.
- To często były różne gatunki muzyczne, różne style. A zatem jakich instrumentów
używacie?
M. K.: To fakt, instrumentarium jest szerokie, w zależności od potrzeb.
Różnego rodzaju instrumenty perkusyjne, od typowego składu perkusji po
wspomniane już „dżamby”, daraboukę, do różnych tzw. przeszkadzajek.
Wykorzystujemy na przykład muszle, orzechy, dzwonki, one potrafią także
stworzyć niepowtarzalne brzmienia, które uzupełniają się doskonale z tradycyjnymi
instrumentami. A z tych normalnych to: instr. klawiszowe, akordeon, gitara,
flety proste, flażolety, okaryna, saksofon i jeszcze inne.
- To dużo jak na czteroosobowy skład. W takim razie zapytam, na czym nie
gracie?
M. K.: hahaha... To również zależy od konkretnego materiału jaki przygotowujemy.
Obecnie brakuje nam skrzypka, drugiego flecisty, gitarzysty i kontrabasisty.
Czekamy na chętnych do współpracy i wspólnego tworzenia. Jeśli ktoś chce
spróbować to zapraszamy.
W maju 2003 r. na scenie kina BAŁTYK w Białogardzie, w programie pt.
BARDZO KULTURALNA PREMIERA, zrealizowanym wspólnie z teatrem TeArt,
pod szyldem Grupy Artystycznej FABRYKA, KOMA zaprezentowała nowy repertuar.
Zagrali muzykę ilustracyjną, podczas gdy na ekranie kinowym prezentowane były obrazy natury.
To fascynujące połączenie muzyki i obrazu publiczność nagrodziła gromkimi brawami.
To był niezapomniany wieczór.
|
|
|